sobota, 21 listopada 2009

Well, hello.

W roli głównej maminy sweter, o kilka numerów za duży zarówno na mnie, jak i na mamę. Jestem w jakimś mało śmiesznym nastroju, a w życzliwym to już wcale i z całego serca życzę sąsiadom, żeby zrobili sobie krzywdę tym gigantycznym młotem, którym bawią się od ósmej rano. Może już zamilknę na ten temat, bo po co mam sobie rujnować imidż. Bezkolizyjnego "dnia życzliwości" życzę. Wczoraj był Dzień Uprzemysłowienia Afryki, obchodził ktoś? A dzisiaj jest to.



Mom's Jackpot sweater, Cubus skirt, Trend Station scarf, vintage purse, Deichmann boots.

Hello. I borrowed my Mom's sweater the other day, even though it's actually too big for both of us. Since this is supposed to be Kindness Day over here, I think I'll shut up right now because I've been wishing my neighbor hurt himself with a huge hammer he's been playing with all day long and I don't need you to see my sociopathic side today. Have an eventful day. In a good way.

środa, 18 listopada 2009

Facepalm - powrót.

Miało być o spódnicy, bo nie wiedzieć czemu akurat takiej szukałam, nie za długiej i nie za luźnej (ha, to brzmi o wiele lepiej, niż "krótkiej i obcisłej"!), miałam ją w ogóle pokazać z każdej możliwej strony, ale im większe chęci, tym mniej możliwości. Z parku wypłoszyły nas wchodzące na roślinność dzieci bawiące się w szpiegów ("właściwie to tu mamy dobłą linię obłony, chociaż właściwie to niedobłą", rzekło jedno z nich z wysokości drzewa), a kiedy już udało się zrobić zdjęcie gdzie indziej, to jakieś trzy metry dalej pan z walizką na kółkach sikał sobie w krzakach. Jak skończył, to nawet grzecznie poczekał, żeby nam nie wejść w kadr. Czy muszę jeszcze tłumaczyć moje lekkie załamanie? Pozdrawiam pana serdecznie. Spódnica będzie jeszcze miała swoją szansę. Kiepsko się w niej chodzi (bo nie za luźna), a schody to prawdziwe wyzwanie, ale i tak ją lubię.


House cardigan and top, H&M skirt and scarf, docs. Invisible no name bag.

This was supposed to be all about the skirt, since I accidentally found just the type I've been looking for (and don't ask me why I opted for skanky), but everything was getting in the way today. We left the park to avoid a bunch of kids playing spies and climbing trees only to find a decent spot and encounter a man peeing in the bushes some 3 metres away from where I'm standing. Do I have to explain the facepalm? Probably not.

sobota, 14 listopada 2009

Straszna prawda.

Dotarł do mnie wczoraj taki oto zegarek. Pachnie jak lalka Barbie i w połowie należy do właścicielki psiego swetra. W przypływie zidiocenia postanowiłyśmy wylansować trend na zwierzę udomowione i wysłać go na konkurs portalu jejmoda. Pies niechcący zmieścił się na podium i zajął trzecie miejsce, z zegarkiem w roli brązowego medalu. A my sobie tylko chciałyśmy pożartować. I niech mi ktoś powie, że głupota nie popłaca. Niniejszym upubliczniam tę głupotę, bo startowała tak jakby anonimowo. Nie, nie wyszłam w tym z domu.




I got a watch in the mail the other day. That's what you get for being silly one gloomy evening and improvising a photo shoot (which is supposed to illustrate your suggestion of a trend for the upcoming season). Our trend was "domesticated animal" and it came in third. What do you know. Stupidity does pay off after all. I hereby publish the effects.

EDIT. Żeby nie wyjść na niewdzięczne frecie bydlę - my się cieszymy z nagrody :)

środa, 11 listopada 2009

Ale za to niedziela.

Dzisiaj niby nie jest niedziela (chociaż czuję się, jakby była), ale parę dni temu była i właśnie wtedy wzięły i powstały poniższe zdjęcia. Strój skomponowany na potrzeby kawy w miłym towarzystwie, jedzenia "na spółę" szarlotki na ciepło i leniwego powrotu do domu upojnie pustymi ulicami. Coś wspaniałego. Czasem wydaję się całkiem normalnym, zadowolonym z fragmentów życia człowiekiem. Starość, czy co? Dla równowagi: w mojej nierównej walce z własną twórczością quasi-naukową chwilowo stoję na przegranej pozycji, bo tekstu jest więcej, niż być powinno i od dwóch dni dokonuję cięć. Smutno się morduje coś, co się samemu stworzyło. Zapominam już, jak nazwałam kocące się pliki. Jeden.doc. Dwa.doc. K***amać.doc. Wszystkomijedno.doc. Kończwaść.doc.



C&A leggings, Stradivarius tunic, House cardigan and scarf, Primark bag, docs.

Today feels like Sunday, even though I'd still have a day off even without the national holiday. The pics were taken last Sunday, on my way to a nice meeting over a coffee and apple pie. This sounds so normal it is almost terrifying. I'm afraid I have to go back to cutting my MA thesis into pieces and getting rid of some of them. Hurts.